MC BLOG
znajduje więc bierze
dlatego uwielbia czasowniki
tylko kiedy je ma
ma życie
siedzi
pieści
wkurza się
klnie
marudzi
pieprzy głupoty
choć niegłupi

nie zna określeń
bo jest nieokreślony
chociaż może znalazłoby się kilka
nie będę ułatwiać sprawy
domyśl się sam
Małgorzata Ciechomska
nie warto pisać
w ogóle nie warto
z pewnością nie warto żyć dla innych
dla siebie to co innego

to jak z lustrem
stoisz a tam ktoś drugi
uśmiech za uśmiech
robi miny
zsiwiał
zdziadział
zmarchy wylewają się
ale patrzy i bierze
bierze najlepsze z przeszłości
egistycznie zawłaszcza
na ostatnie miesiące
a może lata
jak los da
Małgorzata Ciechomska

mamo dużo śpisz ostatnio

twój oddech jest taki spokojny

cieszysz się nowym miejscem i dobrym snem

nie wszyscy tak mają

 

wczoraj rano pędziłaś na targ

potem wszystko bolało

wolałaś oglądać morze z daleka

najchętniej wśliznęłabyś się w lotki siewki

 

dzisiaj śpisz jeszcze

czuwam nad tym snem

nie wstaję zaparzyć herbaty

nasz czajnik jest taki nerwowy

Małgorzata Ciechomska

wykipiało

ze wszystkimi konsekwencjami

zapachem i konieczością szorowania

zostałam bez kakao

a tu słońce coraz wyżej

maluje niebo wodnym roztworem

akwarele są takie ulotne

jak myśli kiedy przeskakują z horyzontu na horyzont

można pilnować

chuchanie dopatrywanie są takie egzystencjonalne

w tym przypadku należało dmuchać

to pomaga

nie wierzysz?

tak twierdzi podmiot liryczny

tylko czas który to dało jest krótki

a reakcja to setne sekundy

horyzont myśli nie pomoże

został instynkt

a potem...

boże! znowu wykipiało

tak przechodzi ochota na kakao

Małgorzata Ciechomska

wiesz

ostatnio często używam

drugiej osoby liczby pojedynczej

mnogą zostawiam tymczasem politykom

przecież nie mogą zostać bezrobotni

szczególnie ci niemieckozorientowani

wahrheit macht frei

 

ufam że rozumiesz o czym mówię

a jeśli nie nie skreślaj mnie

przecież poeta powinien być wymagający

pełen inwersji zakrętów zwrotów akcji

jak dobry film

twierdzisz że nie lubisz dłużyzny

opis przyrody nad niemnem jest ci obcy

 

hej! dobrze wykształcony

obejrzyj obraz zjawa

leonardo dicaprio

nie jest już taki przystojny

a ty masz szansę

poszukać piękna w brzydocie

tyle do odkrycia jeszcze zostało

 

 

wahrheit macht frei- prawda uczyni cię wolnym

Nad Niemnem- powieść Elizy Orzeszkowej

Zjawa (The Revenant)- najnowszy film Alejandro Gonzáleza Iñárritu, premiera polska 29.01.2016, główną rolę zagrał Leonardo DiCaprio

Małgorzata Ciechomska
wiele drzew umarło tego roku
niektóre nagle inne powoli
do ostatniej chwili próbowały pobudzić życie
najpierw obumierały żyły i skóra
na końcu przestało bić serce
to bóg drzew podejmował ostateczne decyzje
lepsza szybka śmierć
taką by się chciało...
nie rozczulaj się nad sobą
popatrz pod leszczynowym zagajnikiem
kraina umarłych brzóz
z wysuszonego koryta rzek
sterczą kikuty wierzb
ze zgrubieniem przypominającym narośl
nie myślałeś o tym
dopiero teraz zdałeś sobie sprawę
co w tym roku się stało
Małgorzata Ciechomska
jest tyle koloru na świecie
choćby jesienne liście
babie lato tatarak w stawie
bazie wierzb cienie chmur
a w tobie tylko szarość
z tendencją do grafitu
nie wiem jak wyrwiesz się z tego
okulary z filtrem nie pomogły
od wczoraj wiesz
że i ta różowa pastylka
którą ci obiecano
Małgorzata Ciechomska
dawno nie było czasu na myślenie
ciągły pośpiech i chaos
nic dziwnego że zamykasz oczy
otwierasz kiedy drze się budzik
ustawiasz wściekły odgłos
tylko to działa na poświadomość
tętno kranu bije w łazience
woda na całość
ciepło- zimno
trójka w tle
ostatnie skrawki snu
sączą się
zacząłeś dzień z Amy Whitehouse
a kończysz przytulony do poduszki
z czerwonymi łapkami do objęcia
codzienna dawka czułości
na dobranoc
Małgorzata Ciechomska
przychodzili z leżakami w granatowe pasy
nie mówili do siebie on rozkładał posłanie
ona wyjmowała ręczniki potem smarowała mu plecy
zapach oliwki aż tu przywiało
leżeli kilka godzin tuż przy kamieniach
kremowy odcień skał  wpadał w morze
a ich sylwetki stawały się opływowe

nie wiem kiedy już ich nie było
pewnie gotują właśnie obiad
tak samo w milczeniu rozdają role
puls ciszy odmierza ich czas
lata dekady szybko mijają

tego dnia rozkładała leżak sama
sprężyny mocowały się
z wątpliwościami przedramion
gdzie on
nerwowym wzrokiem szukałam
gdzie on

Małgorzata Ciechomska
popatrzyli sobie w oczy
ale nic to nie dało
wczepili się w osobne światy
konsekwencji i ironii
kompromisu i dialogu
człowiek złożony z wątpliwości
nie zrobi kroku do przodu
a przecież wystarczyło podejść

nie myśl o tym długo
dopiero wrzesień
do jesieni daleko
Tatry śniegiem zawiało
w ulubionej wiosce
mgła przykryła dachy
zwierzęta nie budzą się już rano

pamiętasz ten wzrok
szkoda że spojrzenie nic nie dało
takie błaganie nieczytelne jest
kiedy zobaczysz ją
w śmiesznej czapce i cygaretkach
nareszcie powiedz coś
może nic się nie stanie
u mnie wszystko się stało
Małgorzata Ciechomska
kłóciły się fale ze słońcem
o to kto ważniejszy
istne przekupki na bazarze
- pietruszka u mnie lepsza świeża
- kupujcie
- tanio i zdrowo

tak przekomarzały się
jakby tylko one istniały
a gdzie piasek gdzie morze
gdzie marzenia i glony
a ryby i ośmiornice w głębinach
i ruch rafy koralowej
o tym zapomniały

tak dzień cały ledwo świt
otworzył oczy przetarł zaspanie
a promienie liznęły taflę
ruszało życie i ruch w wodzie
powoli budziły się potwory
podskakiwały na falach
wzburzając pianę

tak do nocy
mało było obrzucania się błotem
kłótnia nabierała na sile
piętrzyła się groza
a gapie topili oczy w horyzoncie
w niebie szukając zgody
przyszła z księżycem i gwiazdami



Małgorzata Ciechomska
od zawsze byłaś taka
zresztą innej nie pamiętam
tylko te brzozy baletnice
ogłowione wierzby grubością szyi
ośmieszające wiekowe dęby
przydrożne kapliczki
maki czerwieńsze od lata
i mlecze bardziej żółte niż słońce

niewiele więcej było ciebie wczoraj
listopadowy wiatr opowiada historie
matki myślami niepokój o jutro
rozrastałaś się i chudłaś
pamiętam różne objawy choroby
najbardziej cierpiałaś z powodu
krótkowzroczności i sporów
ale zawsze dawałaś radę
nawet gdy przeżyłaś śmierć kliniczną
by zjednoczyć siły narodu

twoja twarz ma wiele rysów
jedne są zmęczone inne młode
zapisane Sienkiewiczem
Szopenem Chełmońskim
Sobieskim i Piłsudskim
jest też fragment dla każdego
a ten mały pieg na policzku to ja
a te obok to syn i córka
Małgorzata Ciechomska

za murem flet śpiewa smutną melodię
aleje równają rzędy od A do Z
od jeden do tysiąca
na dachach wiecznych domów iskrzą lampiony
jak świetliki za kominem
wśród nich przechodnie
z myśli budują schrony
kolejny raz ich to nie dotyczy
to tylko sąsiad z czwartego piętra
w maju się zawinął
potem była pani spod jedynki

a ja ciebie mamo nigdy nie widziałam
wyobrażam sobie twój głos
z pewnością to był alt
tak go słyszę patrząc na pożółkłą fotografię
pewnie dziś czyściłabyś grób dziadka
żal że inaczej się stało
i że nigdy nie przytuliłaś wnuków
wiem kupiłabyś im pańską skórkę
w pastelowym kolorze
nie martw się zrobię to za ciebie
odpoczywaj w pokoju mamo

Małgorzata Ciechomska
wyjęła drzazgę
zupełnie niewinnie
jak najstarsze wspomnienie
światła i koloru
nawet kręcąc się dookoła
nie wydłużał się dystans
tylko droga pełna była
zakrętów i skrzyżowań

dziś wie
zamyka się przesłona
ciemnność nadchodzi
a wyrok sumuje mrugnięcia
do godziny dziennie
czuła że drzwi uderzały nerwowo
opuszczone na linii wiatru
jak ona
Małgorzata Ciechomska
chcesz poczuć że jesteś człowiekiem?
chodź! przywalę ci młotem
albo jeszcze lepiej maczugą
pożyczoną od jaskiniowca
on nie znał języków obcych
wystarczył mu język przetrwania
przytulenie i iskanie
w poszukiwaniu pcheł
i na znak bliskości

a ty? mówisz że brakuje wrażeń
nudne to życie prawda?
najwyżej upolujesz żarło
na półce w markecie
albo szpanerski model jeansów
jak tu pokazać uczucie?
nie poiskasz sobie wieczorem
w twojej jaskini światło i facebook
lepiej smakuje podglądanie
albo pogoń za rasową fotą

patrzcie! jaki jestem zabawny!
patrzcie! jaki macho!
byłeś tam!
tak! patrzyłeś jak wózek wpada do stawu
głupia matka nie zaciągnęła hamulca
robiłeś zdjęcia kołderki
prawda że te słoniki w kolorach
najnowszego modelu iphon'u
wyglądają świetnie?

tylko dziecko nie pływa
niemowlak pod wodą?
głupia! nie wołaj! skacz!
dwie minuty pod wodą
nie słyszałeś jak dziewczynka
na brzegu krzyczała mamo!
super fotki prawda?
sprzedasz do tvn'u
albo wrzucisz na profil

no! łapki w górę!
zero! zero! zero!



Małgorzata Ciechomska
namalowałam słońce ze stóp
przez moment żałowałam
że nie jestem muszlą

sercówką
wyrzuconą na brzeg
przez złośliwe fale

ale co dalej
dalej jedynie horyzont myśli
zanurzony w chmurach i niebie


Małgorzata Ciechomska
mieszkańcy plaż budują domy
codziennie nowe choć elementy
zwykle takie same jak wczoraj i przedwczoraj
wygrabiają piasek wyrównują teren
by fundament utrzymał tymczasowe łoże
nadmorską autostradą wędrują gapie
krokiem pełnym gracji lub truchtem
spoglądają ukradkiem lub pod nogi
tylko nasza budowla odsunięta najdalej
Małgorzata Ciechomska
był przyjacielem choć miał nieświeży oddech
lubił też sikać z zadartą nogą
zupełnie nie jak ja w przysiadzie lub na stojąco
nasze relacje były zabawne
nie wiadomo kto podwładny a kto pan
szczególnie gdy gonił za kotem
ciągnąc mnie na lince bezwolnie
był przyjacielem choć nie mówił
wyjdźmy poczuć jak pachnie świat
do parku lub nad rzekę gdzie chcesz
razem
reszta bez znaczenia jest

był przyjacielem
taka przyjaźń to głęboka rzecz
Małgorzata Ciechomska
rzeka rozmawia z odbiciem słońca
które utknęło pomiędzy
zwalonym drzewem a nadbrzeżną skarpą

tuż obok osty najeżyły głowy
rozsypując po okolicy potomstwo
tylko nurt omijają szerokim łukiem
z obawy przed utonięciem

rzeka szumi
dźwięki wplatają się
we włosy wodnicy i tataraku

nawet zwariowane podmuchy wiatru
potęgują siłę wodnej melodii
w uszach miksują się z czułością
krzyki piskląt i matek roztargnienie

rzeka pachnie
to ziele świeżej pokrzywy i nawłoci
znalazły się tu przez zamieszanie

wczorajsza burza rozsiała ich ozon
wczepił się w moje myśli
zahaczając je natychmiast
wierne rzece na zawołanie
Małgorzata Ciechomska
twarze dzieci nie są wyniosłe
nie wystarcza im sił na to
by zadrzeć głowę i plunąć pod światło
tylko przez moment który trwa
lat dziesięć lub piętnaście i pół

potem prąd życia niesie zrywy
jest zielony lub czarny
ma trupią czaszkę neonowe oczy
lub conversy prosto ze sklepu
skrada się jak kot
po murach i krawężnikach
próbuje zwierzęcego seksu
albo miziania pod blokiem

twarze dzieci nie są wyniosłe
to czas zniekształca ich spojrzenie
Małgorzata Ciechomska
nie wyglądasz jak ja
nie jesteś blondynką
nawet do kobiety ci daleko
choć mówisz że dużo z niej masz
może piersi są podobne
ale nigdy nie będą miękkie jak ja
sukienek też nie nosisz
czasami myślisz jak dobrze
być Szkotem
choć na weekend lub od święta
zakładałbyś wtedy spódnice
wybrałbyś wzór i kolory

nie jesteś podobny
i co z tego że rozdzielasz
czarne włosy palcami
zaczesujesz do tyłu
mogą być różne sposoby
nawet to że twoje oczy
są zawsze suche
że nie rozumiesz łez
też nie boli
spokój to balast
potrzebny jest
Małgorzata Ciechomska
lubię podglądać jak marzenia
rozpinasz na sznurkach
co jakiś czas podcinając
z użyciem wymyślnych sposobów
by mogły się rozgałęzić w klony
prawdziwe czy przyszywane
nieważne
wiesz
podobno każdy marzy
ci z fantazją mocniej
więcej wyżej
spójrz jak spadają
stąd tyle odcisków serc na piachu
szczególnie kobiecych
z rozdętą lewą komorą

wczoraj wydałam własne klony
mniej lub bardziej niewiarygodne
wysypałam z poranną kawą
z dodatkiem napoleonki
wyleciały z rękawa
podam je z pierwszej ręki
tylko zapytaj
te mówione też się spełniają
Małgorzata Ciechomska
ty jesteś moją matką
a ja jestem matką moich dzieci
ty masz wszystkich
biednych mądrych słabych
rozsądnych i beznadziejnych
jest ich wielu
a moich dzieci tylko dwoje
martwię się o nie
czy nie przewróci ich los

odkąd pamiętam
nazywają mnie mamą
dzwonią by powiedzieć
nie martw się nic złego się nie stało
wrócę wieczorem lub poradzę sobie
przecież to zwykłe sprawy mamo

nasze uczucia są silniejsze od fali
która nocą rozbija światło latarni
kiedyś rozpuści je czas
Małgorzata Ciechomska
jakaś siła ciągnęła dalej
nieświadomie i zabójczo

kremowy odcień drogi
z powcinanymi w mięśnie kamieniami kusił
jakby za chwilę miała otworzyć się oaza
to nic trzeba doświadczać pomyślała

wokół oznaki nikczemności i brudu
opuszczona wieża jak legenda
opowiadana przez pobliskie wydmy
nie boję się to nic szła nadal

nagle droga zakręciła
tarczę źrenicy przebiło
morze umarłych agaw
to miejscowi starcy

szaleńcy którym los
wyśpiewał ostatnią melodię
Małgorzata Ciechomska